Już myślałem, że dziś będzie jajo Gigi, ale nic z tego. Układała się w dołku, przekładała kamyki przy ścianach, w końcu wyskoczyła na puszki i odleciała, a Franek znów przyfrunął na puszki i czekał. Ok. 18.40 pojawiła się znów Giga na puszkach (najdalej od gniazda, jak tylko się da), więc wskoczył do gniazda i znów nawołuje. Wcześniej usmarkał(😄) sobie koniec ogona i obce piórka mu się przykleiły.
Giga to wybitna zawodniczka w tej dyscyplinie, pech chciał, że na Kawęczynie trafiła się jej godna rywalka pod każdym względem od limitowanego czasu w gnieździe po samo znoszenie