Był nasz adorator. Przyleciał pod koniec karmienia maluchów (około 18) i przysiadł poniżej cierpliwie czekając na Panią. Kiedy Pani pojawiła się na zewnątrz poderwał się do lotu i okrążył komin poczym ponownie przysiadł poniżej😃😃😃
Scenka sytuacyjna. Para przylatuje razem. Ona od razu zagląda do dzieci, on skromnie i grzecznie czeka na daszku. Mamcia chwilę się rozgląda w środku, ocenia wprawnym okiem stan zapasów, chwilę rozmawia z małolatami, po czym wychodzi. Chwilę rozmawia głośniej z partnerem (żeby dzieci słyszały ! 😃 ), potem dołącza do niego na daszku i już ciszej: - popilnuj małych, ja polecę po jedzenie i odlatuje.
Bardzo się cieszę, że jutro lubelskie Maluchy przedstawią się nieco bliżej wszystkim wścibskim, zaglądającym Im bez przerwy do talerza i pod poduchę :D
Hmmm, to można było poczekać z obrączkowaniem. Jutro np. jest obrączkowanie w Poznaniu (dopiero) i jakie tam kolosy są. I jak widać można też później obrączkować.
tak, cały czas mi przychodzi ten sam przypadek do głowy. Wielka szkoda że w tym roku nie da się ich oglądać, chociaż pewnie wyszło jak zawsze. Chociaż może to i dobrze bo mi zawsze żal tej Astry co tak wiernie siedziała i się wpatrywała w jajka