Przypomniał mi się Junior. Wieczorem przed pierwszym lotem porwał całe jadło, obżarł się niemożebnie, po czym zaległ plażując i nie ruszając się do rana. A rano wstał, po czym energicznie wyrwał z gniazda bezpośrednio z podestu, nawet nie odbił się z puszek. To było coś.
myślałam, że już Hugo odleci. Ustawiał sie ładnie pod wiatr, nie tylko trzepotał skrzydłami ale "wazył się" na skrzydłach wyczuwając siłę nośną wiatru, wykonał kilka udanych przelotów z lampy na lampę wykorzystujac siłę wznoszącą kilka razy zniknął w górze poza zasiegiem kamery ale były to tylko "loty krótkodystansowe" lampa - lampa 😀, o 19 :26 zrezygnował, uznał, że nie ma to jak u mamy i wlazł do gniazda