O 9.26 Wanda z progu poleciała, a dzieci zaczęły się przemieszczać, jedno ciekawe świata wyglądało przez okno. Jedno wynalazło jakąś kostkę i samo zaczęło ją skubać.
O 9.40 przed wejście przyleciał Czajnik z jerzykie, a zaraz za nim, jak cień, zjawiła się Wanda. Łup przejęła i zaczęła karmić, a tata po minucie odleciał.
Karmienie trwało 7 minut, Wanda zaraz weszła na próg, o 10.09 przeskoczyła na barierkę i poleciała. Po dwóch minutach wróciła, potem jeszcze raz wyleciała i wróciła.
Po następnym wylocie o 10.19 wróciła dopiero o 11.36, przynosząc duży, świeży łup. Odpoczywała na poręczy przez dwie minuty, potem wniosła łup do budki i zaczęła piórować. Zaraz dzieci podniosły alarm, więc zaczęła karmienie.
Jadły wszystkie wrzeszcząc i wyrywając mamie kęsy z dzioba. Długo karmiła, jeden z maluchów już leżał koło łupu, drugi na stojąco przysypiał, a ona namawiała dalej.
Potem jeszcze piórowała skrzydła i nadal podawała kęsy dzieciom. Około 12.28 jedno dostało łapkę, z którą męczyło się dość długo. Mama nie pomogła, o 12.30 skończyła karmienie i wyszła na próg.