Jeszcze raz napiszę co już wielokrotnie pisałam. Już kilka lat obserwuje sokoły. Nie było takiego przypadku żeby młode, zdrowe młode, padły od złego karmienia, z głodu itp. Także do wszystkich tych co się boją, zaparzyć sobie meliske i na spokojnie oglądać 😉 Dadzą radę, nie takie tu karmienia się odbywały (w sensie, w ogóle u sokołów). Wyrobią się i będzie super 🙂
Myśl, ze ta refleksja powinna być wypisana dużymi literami na głównej stronie tego portalu. Jak się czyta niektóre komentarze, to nie wiadomo, czy współczuć, czy prostować..... ehhh
Padające tu stwierdzenia, że to pierwszy lęg Wandy, tylko na podstawie jak karmi maluszki, to tak jak wróżenie z fusów. Były tu już samice, które co roku podnosiły nam ciśnienie podczas karmienia wacików. U niektórych taka sytuacja powtarzała się z roku na rok. Tak jakby zapomniały jak to się robi.
Wanda to 7-letnia samica i chyba musiałaby mieć pecha jak dotychczas nasza Astra, by nigdy wcześniej nie miała swoich piskląt. Jak już niżej wspomniałam, długi dziób na pewno trochę jej to utrudnia.
Zgadzam się Amika. Jeszcze niedawno tu pisano, żeby lepiej karmił Rafik niż Werwa, a to matka od lat- to przykład. I wiele jest takich na forum. Maluchy są też różne szczególnie w pierwszych godzinach i pierwszym dniu. Czasami mocno rozchwiane, rozbujane i nie mogące złapać pionu, a wtedy najbardziej doświadczona samica ma kłopot
drugi , w ub roku , miał pisklaczka jednodniowego z Wrotką , który odszeł po zajęciu gniazda przez Ziutę, Czajnik nie mógł dokarmić i ogrzać i tak się skończyło jego ubiegłoroczne ojcostwo.
Zdecydowanie mama, która ma pierwszy raz pisklaki. Dopiero się uczy dobierać porcje (czasami daje za duże) i trafiać do dzióbków (nieraz źle trafia w dziobek, albo obija o główkę, czy celuje jakby na oślep). Zdarzyło jej się "karmić" na pusto, albo sama przełknęła, a chciała podać maluszkowi. Jakoś się wyrobi, chociaż ten długi zakrzywiony dziób trochę jej też chyba przeszkadza (ma nieco dłuższy niż z reguły sokoły mają).