Druga pustułka w Wejherowie przed chwilą też odeszła 😔 a padnięta zaczyna być konsumowana. W obecnej sytuacji jest ogromne ryzyko że cały lęg padnie od zatrucia.
Tego właśnie się obawiałam. Jedna wczoraj skubała tą martwą 😒 I to chyba ona dzisiaj już nie żyje 😪 Czy ktokolwiek widział, czy rodzice nadal karmią? Może rodzice też gdzieś martwi leżą? 😔
To nie ta co skubala. Odeszła ta co już wczoraj wyglądała bardzo źle. Rano jeszcze żyła. Ledwo się poruszała.. skubala inna. Za chwile nie będzie wszystkich.
Obserwujemy, to MY, bo nie mamy możliwości działania. Z drugiej strony nie mam pojęcia, co w takiej sytuacji robić??? Dokarmiać ? Niby jak? Podrzucać pokarm na podest? Fizycznie chyba niemożliwe 🤔 Może zabrać te martwe? Ale co z pozostałymi - wpadną w panikę 🤥 Mój Boże, serce mi pęka z bezsilności 💔
W temacie gniazda w Wejherowie: proszę obserwować sytuację. W szczególności proszę o wpisy tutaj kiedy będzie następne karmienie. Będę w kontakcie z zarządcą obiektu i wspólnie z lokalnymi sokolnikami będziemy konsultować rozwój sytuacji. Pamiętajmy że to gniazdo w warunkach miejskich a tutaj łatwo o zatrutego gryzonia.
Właśnie to zasugerowałam. Kilka dni temu widziałam szarpaninę o gryzonia, jedna z młodych "wygrała" i w kącie zjadła całego. Na drugi dzień już umierała. Wtedy przyszło mi na myśl, że gryzoń mógł być "najedzony" trutką, co zaskutkowało śmiercią młodego ptaka. Mam wielką nadzieję, że nie dojdzie do aktu kanibalizmu, co mogłoby zabić inne młode. Taki akt widziałam w zeszłym roku w Liszkowie. Samica puszczyka miała 6. młodych. Dwa zmarły i zostały pozostałym dane jako pokarm. Tylko tamte nie zmarły z zatrucia, raczej z niedożywienia. W Wejherowie jest inna sytuacja. Obserwujmy.
Jedna z wejherowskich pustułek coś nieciekawie wygląda. Ma upaćkane piórka przy dziobie i dziwnie oddycha. Przeszło dwie godziny temu wszystko wydawało się w porządku. https://zapodaj.net/plik-JXCVvHUOmO
Młody narazie jakoś reaguje, był rodzic z łupem, to rzucił się na jedzenia jak reszta rodzeństwa. Pozostaje trzymać kciuki, bo nie wiem czy możliwa jest jakas interwencja w takim przypadku.
Wczoraj rodzice przynosiły jedzenie pisklakom. Pomiędzy 10 -15 widziałem kilka razy. Wpadały na chwile, przynosiły coś niewielkiego co przez moment zostawało skonsumowane.
Wczoraj pozostałe młode próbowały skonsumować łapy umarlaka. Wieczorem nie zaglądałem. Co stało się z nieżywym pisklakiem ? Zjadły go, czy rodzić wyniósł go z gniazda ?